Dzień za dniem, notka za notką.
Kategorie: Wszystkie | Dzień za dniem. | Kulinaria | Kulturalność | Misiek | Remont
RSS
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Z pamiętnika Ti ;)))

Zdjęcie0542

Dzisiaj, jak do tej pory, jest całkiem gites ;)))
 Pierwszy spacerek co prawda był do bani, ledwo zdązyłe się wysikać a pani już kazała wracać, ale trudno taki psi los, buuu.... :(((( 
Potem też.....jakoś tak.....pani coś łaziła, siedziała z tym klikadłem na kolanach, piła kawę (fu! jak można coś takiego pić, nie a to jak zwykła woda, najlepiej z kałuży :)) no i w ogóle nudy, nudy, nudy....
Nagle spojrzała na mnie i powiedziała "Wiesz co? Zrobiy sobie dzisiaj piknik!". Nie wiedziałe co to takiego ale zabrzmiało fajnie :)) 
Zapakowała plecak, oooo, już ja dobrze wiem, że plecak=park, juhuuuuu....., no i wyszliśmy :)))

Najpierw zaprowadziła nie do mojego ulubionego sklepu, tam dostałem ciasteczko (a co należy mi się!) i przymierzałem (o fuj!) obroże uzdowe :(((
A tak się cieszyłem kiedy Milo podarł mi stary w czasie kiedy pokłóciliśmy się na łące o zabawki, tak mi było superowo :)))
Potem chodziłem w kolczatce i najbardziej podobało i się kiedy się zerwała na środku ulicy i można było poganiać po tym fajnym trawniku, który jest po drodze do parku ale oczywiście pani popsuła mi zabawę, zagoniła na podwórko i niecnie schwytała :(((
Całą sobotę i niedzielę chodziłem na łańcuszku,eeee, mało się co prawda na tym nie udusiłem ale  tak lepsze to od tej paskudnej obroży uzdowej a pani to uparciuch jeden koniecznie na tym chce mne prowadzać :///
No i dzisiaj też uparła się żeby mi to kupić..... Nagle spojrzała na inną półkę i stwierdziła "A może by tak szelki?" No i znow musiałe przyierzać ja jaki pudel przed wystawą, szkoda, że mi jeszcze nie kupiła różowej, psia kość kokardki, wrrrr.....
Ale, ale....jak już mi dobrała takie fajne, w kolorze khaki to poczułem się jak prawdziwy mężczyzna a w dodatku całkiem, całkiem to wygodne a i pani też się to podoba :)))

Następnym punkte naszej wycieczki była wizyta  tego pana gdzie jest pełno gryzaków co ludzie nazywają je kapciami i gdzie pani się śmieje, ze powinna mieć kartę stałego klienta a ja jak najbardziej popieram bo więcej tych całych kapci to więcej zabawek ;D

Aaaa i jeszcze weszliśmy do tego tam, no....tam gdzie czasami stoi dużo psów, kotów  innych wierzaków, szkoda tylko, że niektóre są chore. Tam pani rozmawiała o jakichś czipach, aaa to pewnie chodziło o chipsy do jedzenia ale tego czegoś nie dowieźli więc wreszcie spokojnie mogliśmy iść do ukochanego parku! :)))

Juhuuu.....było bombowo!!!!
Pani rozłożyła sobie ręcznik w cieniu nad wodą a ja mogłem do woli begać, taplać się kanałku, buszować w trzcinach, ganiać z innymi psami, ech..... :)))))))))
A i jeszcze co jakiś czas dostałem smakołyk a nawet pani rzucała mi piłeczkę :))))

Wcale nie chciałem wracać, no ale trudno skoro pani każe psina musi :(((
No ale może pójdziemy tam jeszcze raz, wieczorem, już ne mogę się doczekać :))))
 

17:08, agulaszek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 maja 2011
Z pamiętnika Ti ;)))

DSCF6637

Już myślałem, że dzisiaj będzie kiepski dzień. Rano pani wstała o jakiejś strasznej godzinie, bladym świtem puszczała dziwne utwory


a potem zniknęła na całe dziewięć godzin :(((
Kiedy wróciła było nie lepiej.....bardzo słabo się przywitała tylko szybko zdjęła te paskudnie stukające buty i to takie fajne co można się tym bawić, robić piłeczkę, szarpać, rozciagać i co ludzie nazywają chyba rajstopami ale dzisiaj zamiast zrobić z tego odpowiedni użytek zaniosła zabawkę do łazienki, buuuu :(((( 

 

aż tu nagle.....hurra....
Pani otworzyła szafkę z butami i wszystkie ale to dosłownie wszystkie wywaliła na podlogę.....jaaaa.....sam już nie wiedziałem, za który się zabierać ;D
Oczywiście pani ma jedną wadę, kompletnie nie zna się na najlepszych zabawkach i ciągle mi je zabierała :(
No ale w końcu poszliśmy do parku!!!
Fajnie było bo jak nie chciałem oddawać ringo to pani mnie tak bombowo ciągnęła :)) A jak zrobiło mi się gorąco to wskoczyłem do kanałku a tam.....łaaał!!! Znalazłem w trzcinach cudownie śmierdzącą rybę, aż mi ringo wpadło z tego wszystkiego do wody i się zgubiło ale to nic..ten zapach....mmmm... Już ją mialem pożreć kiedy pani, znowu nie wiedziała co dobre, zaczęła na mnie krzyczeć żebym zostawił, no i ak uciekałem to ją gdzieś posiałem :(((
Aż w końcu trzeba było racać do domu. Brrr..nie znoszę tego i jak tylko wyczuwam, że pani ma niecne zamiary od razu udaję, że nie dosłyszę i zwiewam no to pani się obraża i sobie idzie bo ma mnie w nosie. Szkoda by było gdyby tak całkiem sobie poszła no to w końcu niestety daję się złapać ;(
W domu też było całkiem nieźle chociaż na początku pani zamiast się bawić włączyła to takie coś po czym się stuka przednimi łapami i jadła, sama! Beze mnie! Ale potem się podzieliła :)
 A jak już się posililiśmy robiła bardzo fajne rzeczy: wyciągała gary ze zlewu i wkładała do zmywarki...mniam..mniam; potem rzucała ubraniami z takiego wielkiego kosza, niektóre rzucała na kupkę w przedpokoju i można się było tak cudownie w nich tarzać i miziać....mmmm....nie wiem po co je zabrała i rzuciła do tego hałaśliwego pudła, wrrr...a na koniec znowu bawiliśmy się tą ogromną górą butów przedpokoju, które wredna baba w kocu jakoś poukładała i niestety schowała,mmmm....a teraz znowu puka przednimi łapami ;/
Ale nic to, już czuję, że zaraz pójdziemy na spacerek :)) 

20:40, agulaszek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 listopada 2010
Chemia z Niemiec ;)))

Mój dobry kumpel handluje niemiecką chemią a ja bywam jego klientką co miało nastapić równiez wczoraj.

Niestety z przyczyn technicznych w dniu wczorajszym do transakcji nie doszło a dziś rano kolega się spytał kiedy będę w domu bo chciałby sie jednak zamowionymi dobrami wymienić. Hmmm...w domu to ja będę w niedzielę aczkolwiek kwitłam na ćwiczeniach blisko jego bazy wypadowej.  Słowo do slowa i umowiliśmy się, że proszek do prania do prania dostarczony mi więc zostanie na uczelnię.

Po niedługim czasie otrzymałam sms'a, że znajomy czeka i transakcja może być zrealizowana. Zeszłam na dół, wzięłam środki czystości i ....mój wzrok padł na kartony z winkiem, czerwonym i pysznie wytrawnym...nie! nie mogłam tego nie kupić!!! mniam!!

Buzia, rąsia, szerokiej drogi...wracam na zajęcia...
a pani dochtórka: O! Imprezkę dzisiaj mamy?
ja: Nieeee, kolega mi podrzucił chemię z Niemiec, proszek, Lenorka i takie tam :)
ktoś z grupy: No to na zdrówko!
everybady: :D:D:D:D

yyyy...nie wzięłam pod uwagę faktu, że reklamówka była prawie przeźroczysta :D

no ale potem na hasło "Chemia z Niemiec" cała grupa padała ze śmiechu ;))))

20:28, agulaszek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 31 października 2010
[']

kiedyś w końcu następuje taki rok kiedy Wszystkich Świętych nabiera innego wymiaru.....

15:36, agulaszek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 października 2010
Pomikołajkowo ;))))

 

nie no, ze mną nie jest jeszcze tak źle a noawych wspomnień wciąż będzie przybywać ;)))

A dziś powspominam Mikołajki i okoliczności.
Wyruszyliśmy bladym świtem spod gmachu Agory a w podróży jak to w podróży a to psi, psi a to żarełko a to gra w helikopter (tu bezwzględnie wygrała Reska, która jako jedyna przeżyłaby katastrofę).

Na miejscu zostałyśmy zakwaterowane w osobnej "willi" z dwiema łazienkami, kominkiem, kuchnią a na tyłach z miejscem na grilla.

oraz trzema aniołkami, tu są tylko dwa:

 



Kiedy zobaczyłam tę full wypaśną lodówkę a z mego gardła zaczęły wychodzić odgłosy zachwytu jakimś dziwnym trafem wszystkie dziewczyny w ciągu kilku sekund znalazły się na dole i głośno zakrzyknęły "NIEEEE!!!" i uff, całe szczęście bo te wszystkie rarytasy były dodatkowo płatne i zapłaciłabym za nie prawie jak za wycieczkę rowerową na Karaiby na koszt własny ;)))

Po krótkiej chwili, czyli już na początku nadarzyła mi się pierwsza okazja do podrywu. Otóż zamykałam drzwi od naszego królestwa a one się wzięły i niecnie, albo raczej na szczęście zbuntowały, już je miałam brytalnie potraktować kiedy to na horyzoncie ukazało się jakieś ciacho z obsługi. Podejść i powiedzieć "Pan ma takie piękne i mocne dłonie.....", nie to byłoby zbyt banalne..... natoiast kiedy stwierdziłam, że biedna, taka mala, ma problem z drzwiami....mmmm....pan od razu wykazał zainteresowani i udzielił pierwszej pomocy, niestety nie metodą usta, usta ;)))

Potem już tylko pozostało zapoznać się z okolicznościami przyrodniczymi hotelu.

a na przeciwko, nie piwko tylko Chopin ;)))

i panorama Mikołajek

 

Wkrótce potem nastąpiła część powitalna tudzież dane nam było wysłuchać niezapomnianego wykładu, równie niezapomnianego pana Ludwika na temat ecodrivingu ;)))

A potem juhuuu!!! ahoj przygodo!!! przygodo! ahoj!! ;)))

Ja osobiście trafiłam do drużyny żółtych wić zaczynałam od gry miejskiej w Gizycku. Wyruszyliśmy z Twierdzy Boyen....

a potem dzielnie zaliczałyśmy kolejne punkty ;)))


wystąpiliśmy w reklamówce Renault, w końcu jakoś trzeba było zarobić na swoje utrzymanie ;)))

i wyruszyszyliśmy naszymi, przydzielonymi drogą losowania, renówkami w dalszą drogę. Mi i Pompelskiej przypadła w udziale Laguna Coupe...ech miodzio....normalnie w tym momencie zżera mię zazdrość o Jeżykową nagrodę ;))))

Po trudach podróży, pożarciu, przynajmniej w moim przypadku, obiadokolacji i doprowadzeniu się do kulturalności maraton czas było zaczynać ;)))
Wyglądało to trochę komicznie iedy na przykład siedziałam w bliskim sąsiedztwie Reski i Beavisa a gadaliśmy ze sobą na fejsbooku ;)))
Były oczywiście i momenty nieoficjalne jak na przykład wizytacja u Beaviza w pokoju ;)))
Ojejno, ale ócz zielenie musiały czasem odpoczywać od pisania ;P
Pisałam, coś tam wygrałam, pisałam, popijałam...no ale w końcu nastąpiło zużycie materiału i udałam się na spoczynek, także z tytułu strong bloggera w tym roku nici ;)))

Rano, jak to rano.... śniadanko, pisanie, ostatnie sesje fotograficzne, rozdanie nagród i wiooo do domu.... :)

Mam nadzieję do zobaczenia na następnym maratonie :)))

11:05, agulaszek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 października 2010
Żeby się leczyć trzeba mieć naprawdę końskie zdrowie ;)))

Uzbrojona w cierpliwość tudzież aktualnego RMUłA pojawiłam się punktualnie, czyli kilka minut przed godzinami otwarcia rejestracji, przed piękną, niedawno odremontowaną willą (naprawdę ładny budynek, przed wojną też mieściło się tam coś powiązanego ze służbą zdrowia, jakaś stacja czegośtam imienia czyjegośtam) znaczy moją kochaną przychodnią rejonową. Niewielkie było moje zdziwienie na widok dzikiego tłumu, średnia wieku 70+. Osoby te, w większości znały się z wielu takich postojów, niektóre nawet dośc wylewnie się witały, wymieniały doświadczeniami i wspomnieniami z lat minionych a niektórzy niektórym nawet zajmowali kolejkę tak więc punkt 7:30 liczba staruszków dziwnie wzrosła :D

Nagle buch.....para w ruch.....ach nagle tak pięknie, tak cudnie ach jak....
drzwi do przychodni stanęły otworem, mimo wcześniejszych podejrzeń renówkowo-pszczółkowa parasolka nie okazała się przydatna tłum bowiem runął w takiej samej kolejności, w której uprzednio się ustawił a sytuacja rodem z promocji ze sklepu nie dla idiotów na szczęście się nie powtórzyła :))

Niestety to nie koniec schodów....
Powiedziałam, że teoretycznie jestem przypisana do dr X. ale on przyjmuje dopiero po południu więc wolałabym do jakiegoś porannego. Absolutnie! A nigdy w życiu! Skąd wogóle taki pomysł! No dooobra, okej okej, to poproszę do mojego ale w takim razie coś po 17:00...pani znowu się zdzwiwiła na moje dictum, ale wyszperała mi jakiś numerek na 15:00, ja na to: ale wtej sytuacji się spóźnię bo w tym układzie będę mogła przyjść dopiero po pracy, pani na to, że nic nie szkodzi, no i git :)

praca, praca, praca no i fajrant, w każdym razie łeb mi jeszcze całkiem nie odpadł chociaż chwilami niewiele brakowało ;)))

Po wyjściu z tramwaju znów odwiedziłam mój ukochany, zabytkowy szary budynek wparowałam spytałam się który numerek wszedł, okazało się, że dopiero "14" ja miałam "13" więc uśmiech wszedł na moje oblicze....i wtedy właśnie przydałaby się moja nowa parasolka ;)))
-ale pani się spóźniła a my tu siedzimy od 15:00 
-ten kto się spóźnia powinien iść na koniec kolejki
-itd. itp.
w międzyczasie jedna kobitka weszła "tylko po receptę" ale za to druga ulitowała się po moim argumencie,że niestety człowiek pracy nie ma lekko, potem nawet nastąpiły wspominki jak to i u kogo drzewiej załatwiało się lewe zwolnienia ;))

no i w końcu...opukana obadana mogę się poświęcić kilkudniowemu blogowaniu ;)))

21:07, agulaszek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 października 2010
spalam się ;)))

Mam szczere postanowienie, nie poprawy, co to to nie ;P
Mam szczere postanowienie zdobycia jutro numerka do mojego lekarza rejonowego. Do owego poświęcenia skłoniło mnie wczorajsze stwierdzenie Reski i Agatki, że dawno nie widziały mnia takiej spokojnej oraz pękający w szwach termometr ;)))
Jak dobrze pójdzie to może wreszcie odzyskam węch bo to łyso tak niec nie czuć :))

20:52, agulaszek
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 października 2010
Chyba mnie pogięło ;)))

Wyobrażcie sobie środek nocy, hotelową salę konferencyjną i znajdującą się obok jadalnię a w niej kilkudziesięciu ludzi w różnym wiekui i w różnych pozycjach przesiadyjących w prawie milczeniu przy swoich laptokach :D


ale mimo absudrrdu sytuacyjnego nie mam ochoty cytować jednego z popularniejszych polskich neurologufff ;)))

23:27, agulaszek
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 października 2010
oj co to będzie, co to będzie ;)))

Jadę ci ja sobie na ten Maraton ale na moment obecny zacznam odnosić wrażeni, że zdobędę, jako, że będzie to kolejna niedospana noc, raczej tytuł StrongSleepera a nie StrongBlogera ;)))
1. z poniedziałku na wtorek nie mogłam spać bo się denerwowałam robotą, po ponad miesiącu prac musimy przepisywać całe dzienniki i to po kilka razy oraz, w sposób wybitnie debilny, oddtwarzać listę obecności :D

2.z wtorku na środę kończyłam foliować chałupę przed inwazją Obcych Pożeraczy Piecyków Gazowych i odpływów ;D

3.ze środy na czwartek.....króciutko bło, oj króciutko.....
bo ten no, bo jak niektórm woadomo czasem robię na pierwszą zmianą na Żeraniu FSO czyli miewam na 6:30 ;/

4.z czwartku na piątek...
oj to już cała historia, w każdym razie Sztaby połączone poczły w sobie Biebrzańską Moc co skończyło się trzema godzinami snu;))))

5. z piątku na sobotę....


tak m się skojarzyło, no ale wiadomo, że pobudka o mleczarsko-fabrcznej godzinie ;)

ale za to niedziela, ale za to niedziela (a właściwie noc z niedzieli na poniedziałek) będzie....przespana ;)))

No dooobra, bo zaraz naprawdę usnę a trzeba spakować te kreacje, szpilki i inne stringi ;)))

I kolejne buziaki dla Agatki za inspirację :))

16:59, agulaszek
Link Komentarze (7) »
niedziela, 17 października 2010
jak to korzyść majatkową niedawno przyjełam ;)))

Jak ogólnie wiadomo kilka dni temu był dzięń KEN Dniem Nauczyciela popularnie zwany.

Kto świętował ten świętował..., ja, jako że tydzień poprzedzający spędziłam w białej gorączce na L-4 nie miałam prawa głosu i zostałam wyznaczona do pracy na wielce zasłuzonym odcinku jakim jest przedszkole modułowe, duma i chwała naszej dzielnicy ;))))

Kiedy maluczkich ubywac zaczęło a pani woźna z coraz większym rozmarzeniem w ócz brązach spoglądała na odkurzacha w dalszej konsekwencji na swe odzienie wierzchnie zainstalowałam się na koniku bujanym, na placu zabaw :D


No ale do rzeczy :)

Młodzieży coraz to i ubywało i ubywało aż w którymś momencie pojawił się ON, typ śródziemnomorski....mmm...
Coś tam pogadal po swojemu, zawołał dziecię (a dziecięcia tegi i rodzica widziałam pierwszy raz w życiu) i wręczył mi zaklejoną kopertę.
W tejże samej chwili nastąpiła akcja karuzela czy inna huśtawka wymagająca mojej natychmiastowej interwencji więc niewiele się zastanawiając odrzekłam thank you, dowód zbrodni schowałam do kieszeni i szybko się oddaliłam :))

Będąc już po godzinach pracy przypomniało mi się o tej zagubionej między chusteczkami do nosa kopercie. Wyjełam, obejrzałam pod światło z jednej strony, z dugiej....oups....w środku jest jakiś banknot!! O w mordę i jeszcze gorzej w duchu sobie zaklęłłam :///

Moją męczy (d)uszą na ten moment stało się:

Na szczęście rano wpadłam na genialny w swej prostocie pomysł. Spytałam się wychowawczyni owego dziecięcia czy nie zbiera jakichś klasowych pieniędzy??
"Tak, na wycieczkę"

Juhuuuu!!! Z ulgą pozbyłam się najcięższej w swoim życiu koperty ;)))

20:39, agulaszek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42